Miesiąc: styczeń 2015

Nieuzasadniona awersja

z40Odnoszę bardzo nieprzyjemne wrażenie, że nowy chłopak mojej siostry nie do końca za mną przepada. Z Szymonem widziałam się zaledwie dwa razy w życiu, jednak po każdym spotkaniu czułam się tak samo – jakby chłopak Marysi był do mnie bardzo uprzedzony.

Oczywiście pytałam siostry czy przez przypadek nie naopowiadała Szymonowi jakichś głupot na mój temat, jednak ta zarzekała się, że wypowiadała się o mnie w samych superlatywach. Marysia nawet trochę obraziła się na mnie za takie podejrzenia, i w cale jej się nie dziwię, bo zawsze łączyła nas silna, siostrzana więź. Zawsze stałyśmy za sobą murem.

Marysia próbowała tłumaczyć Szymona  – argumentowała, że na pewno źle odbieram jego nastawienie. Szymon to ponoć trudny charakter, ale bardzo utalentowany programista C++ Będzin. W swojej firmie bardzo szybko awansował na kierownika działu i szef pokłada w nim duże nadzieje. Jak każdy informatyk to osoba trochę zamknięta w sobie.

Ja tego zamknięcia w sobie u Szymona nie zauważyłam. Wręcz przeciwnie – w towarzystwie naszych rodziców zawsze zachowywał się jak dusza towarzystwa. Widać było, że lubi rodziców swojej partnerki. Tylko na mnie patrzył jakoś z ukosa. Ciekawe o co mu chodzi.

Zderzenie z rzeczywistością

q40Uwielbiam zimę, ale taką z mrozem, skrzypiącym śniegiem pod butami i szronem na drzewach. Uwielbiam zimowe dni pełne słońca, temperatury poniżej -10 stopni Celsjusza, czerwonych od zimna policzków i radości ze skrzącej się śniegowej tafli. Taką zimę lubię, natomiast to, co dzieje się obecnie na dworze ciężko nazwać nawet połową zimy. Nie cierpię pluchy, deszczu zamiast śniegu i wiatru, który przeszywa cię do kości nawet wtedy, gdy nałożysz na siebie kilka warstw.

Na początku roku mieliśmy kilka zimowych, sympatycznych dni. Wykorzystałem je na wzięcie urlopu z pracy (pracuję jako programista C++ Tomaszów Mazowiecki) i wyjazd ze znajomymi na parę dni w góry. W Tatrach było w tym czasie mnóstwo śniegu, dlatego wyjeździliśmy się na deskach i nartach za wszystkie czasy. Przez cztery dni zimowego szaleństwa wymęczyłem się na stoku całkiem porządnie – jeździliśmy całymi dniami, od rana do wieczora, z przerwą na mały obiad i krótki odpoczynek.

Teraz, gdy siedzę w biurze i koduję kolejny program wydaje mi się, że zimowy wyjazd był sto lat temu, a tak naprawdę, nie minął od niego nawet tydzień. Jakże różne są moje codzienne dni w pracy od tego, co przeżyłem w zasypanym śniegiem Zakopanem. Może łatwiej byłoby mi się pogodzić z codziennymi obowiązkami, gdyby pogoda nie pozostawiała tak wiele do życzenia i choć trochę umilała początek tego roku.